turista

Wszyscy wysyłają mnie na wakacje

Wszyscy wysyłają minie na wakacje, nawet szef uznał, że przydałby mi się urlop. Postanowiłam więc skorzystać z oferty biur podróży i udać się w jakieś bliżej nie określone miejsce na ziemi, gdzie będę mogła cieszyć się słońcem i spokojem.

To właśnie barbados

 

Są one niezwykle różnorodne, także miałam w czym przebierać a nawet mogłam wybrać sobie specjalny pakiet promocyjny. Szkoda, że szybciej nie pomyślałam o wakacjach, bo teraz lepsze wycieczki były już niestety wszystkie wykupione i został mi tylko Barbados. Promowały Barbados jako egzotyczne miejsce, gdzie wszystko może się zdarzyć i gdzie słońce nigdy nie zachodzi. Bardzo spodobała mi się ta reklama, chociaż muszę przyznać, że akurat lubię oglądać piękne zachody słońca. Czasem lubią przesadzać w swoich biuletynach i reklamują wyjazdy w sposób niekonwencjonalny, a nawet dziwaczny, tak jak to miało miejsce z Barbadosem. Wszystko po to, żeby przyciągnąć jak największą ilość klientów i skłoni ich do wykupienia wczasów. Niekiedy aż zadziwiają mnie swoja pomysłowością i ciekawością. Ostatnio na przykład zainteresowała mnie reklama przedstawiająca piękną bezludna wyspę pod którą widniał napis „Zabierzemy cię tam”. Z chęcią skorzystałabym z tej propozycji i wybrała się na bezludną wyspę, jaką gwarantują oferty turystyczne. Ale czasem trzeba niestety zejść na ziemię i pomyśleć czysto racjonalnie, żeby się przekonać, że oferty wakacyjne na bezludną wyspę są czystą fikcją. Ludzi na ziemi jest przecież ponad sześć miliardów, czyli można powiedzieć, że zdążyli zaludnić już każdy skrawek ziemi i nie ma takiego miejsca gdzie by ich nie było. To ciekawe, że sprzedawcy proponują coraz bardziej egzotyczne i niespotykane nigdzie indziej wycieczki. Kiedyś wszystkim musiał wystarczyć Egipt i Tunezja. Teraz to już za mało, żeby kogokolwiek zainteresować tak naprawdę. Biura podróży muszą toczyć istny bój o klienta serwując wyjazdy do Kenii, Mongolii, czy Honolulu. Każdy przecież chciałby choć raz w swoim życiu odwiedzić te piękne kraje.